Wietnam, Kambodza - nowe przygody

29 czerwiec, 2006

Juz prawie tam jestem


Zwykle pedza przed siebie; one same, i ciagna mnie za soba. To jest ta tzw. sila napedowa naszych dzialan, poczynan. Ale nie tym razem.
Teraz musza przepychac sie w natloku innych mysli. Sa przez nie zatrzymywane, stopowane...
Zwykle nie ogladam sie za siebie. Radosc, niecierpliwosc, ciekawosc, chec odkrywania nowego, nieznanego; juz teraz, nie za kilka dni. Chec niepamietania monotoni, ktora prawie, prawie mam za soba... nie pozwalaja mi odwracac glowy w tyl. Czesto zmuszaja mnie do zadzierania glowy w gore; zawsze gdy uslysza szum lecacego samolotu i pytaja dokad leci. Moze tam, albo niedaleko.
Zwykle nie zadaja pytan o przyszlosc, o potem. Wszystko co przed tym i co po tym to ten gorszy swiat. Gorszy bo pozostajacy jedynie w pamieci, nazywamy to czasem ktory przeminal. To co pomiedzy to ten lepszy swiat. Chce myslec o tym co pomiedzy...
Tym razem nie jest jak zwykle. To co bylo zmienilo wszystko. Zmusza do zastanawiania sie nad tym co bedzie. To co bylo chce byc tym co bedzie. Trudno jest walczyc z czyms co chce tego samego.
I znowu plany, przyrzeczenia, nadzieje. Juz nie zlosci, nie smieszy, juz nie wywoluje emocji. Prawie zadnych, bo pojawil sie strach. Strach wywolany pytaniem; a co jesli sie nie uda?
Zmeczenie. Nie chce myslec o tym dluzej. Jade! Nie mam wyboru. Albo nie chce podejmowac tej decyzji. Latwiej myslec ze nie mam wyboru. Jade! Tylko jeszcze nie wiem po co. Co bede robil? Dlaczego znowu tam? Czy to naprawde bedzie ostatni raz? Przedtem powiedzialbym NIE, teraz powiem MAM NADZIEJE TAK, przynajmniej na jakis czas...